czwartek, 30 maja 2013

Życie kulturalne obywatela PRL


30 maja br, Rozmowa z córką

Opowiada mi wrażenia z lektury zleconej przez jej uniwersyteckich wykładowców. Wirginia Woolf, którą znam tylko z tytułu sztuki Albeego, "sensacji teatralnej" Warszawy połowy lat sześćdziesiątych granej  we Współczesnym na Mokotowskiej. Rolę Marty recenzent Życia Warszawy określa, jako "piekielną".  Ja - jako przejmującą i głęboką. Dla smarkacza to było pouczające i mądre studium starego małżeństwa. Zgadzam się z dalszą częścią zdania ...
"najwyższy egzamin dla aktorki. Antonina Gordon-Górecka zagrała ja cudownie, osiągając sukces godny zapisania w kronikach teatralnych."
- Sekundował jej Jan Kreczmar -George,.zaś Barbara Wrzesińska, ładną, głupią Honey.
Ale później zostałem  prawdziwym wielbicielem Richarda Burtona i Elizabeth Taylor. Oboje już byli starsi i wtedy dopiero, bez zakłócającego ich aktorski kunszt "piękna" zabłysnął ich mistrzowski warsztat.
Recenzje wzmiankowały tytułową Wirginię, jako niezbyt wybitną pisarkę amerykańską.
Wydał ją Czytelnik w serii Nike trzy lata wcześniej. Córka czyta wydanie z tego roku. Ciekawe, czy to się jej wydaje niczym dla mnie przedwojenne wydanie Trędowatej?


PRL nie był taki prowicjonalny, jak by się wydawało. Coś się jednak wydawało. Drukiem! Nawet niezbyt wybitne pisarki amerykańskie. Ale ja nie zajmuję się wybielaniem tego odrażającego ustroju. Ja tylko wspominam. Trzeba było żyć i chodzić do teatru....

środa, 29 maja 2013

Śpij spokojnie ORMO czuwa

29 maja br, Gazeta Polska, (W)Sieci

Następne argumenty za hipotezą wybuchu na pokładzie TU-154. Badanie krwi ofiar. Zawartość tlenku węgla zmierzona przez samych Rosjan wskazuje na możliwość wybuchu. Oczywiście oni podali wyniki nie wyciągając takich wniosków. (W) Sieci, 27 maja.

 Rozkład odłamków i rekonstrukcja sytuacji, która mogłaby spowodować taki własnie, jaki został ustalony (z uwzględnieniem fałszowania położenia odłamków, które zostało wykryte przez badanie zdjęć satelitarnych) rozkład odłamków:

Wybuch na wysokości 30m. 

Inna metoda i podobny wniosek do tych uzyskanych przez Szuladzińskiego, Biniendę, Osińskiego i innych. (Gazeta Polska)

Podano te nowe wyniki i powołano się również na przytoczoną przeze mnie kiedyś wypowiedź inż Bramskiego analizującą pewną forografię MAK.

Mój tekst na ten temat w Humanistyce przepadł.
Umieściłem go teraz na tym blogu.

dr. inż. Stefan Bramski.Bramski - to mój starszy kolega z uczelni, specjalista obliczeń wytrzymałościowych, (ja też się tym zajmowałem), inżynier lotnictwa.
Pisałem o jego bystrym spostrzeżeniu, jak wygląda wręga nr 65 (zdjęcie nr 33 raportu MAK) i o czym to świadczy. Facet nie odpuszcza i bada dalej.

Tych argumentów jest już tak dużo, że nie można poważnie traktować hipotezy brzozy. 
Ale mam mnóstwo znajomych, (większość z wykształceniem wyższym, w tym technicznym, także profesorów) którzy powątpiewanie co do hipotezy "błędu pilota, znajdującego się pod naciskiem" w dalszym ciągu uważają za oszołomstwo i "niesamodzielność myślenia" oraz "uleganie paranoi smoleńskiej".

Mam zamiar prowadzić dalej linkownię do zbioru faktów w "niedokończonym przewodniku do bloga" obok.

Z tym zamachem ...ups, na razie tylko - wybuchem, jest dokładnie tak samo, jak z dowodem na istnienie Boga. Dowody są.
Tylko trzeba chcieć je wziąć pod uwagę.
 Na co liczą rzecznicy ciemnych mocy? Na to samo.
1) Dowody wymagają skomplikowanego, cierpliwego  rozumowania, otwartości na prawdę i odwagi.
2) Dowody procesowe - ukryć. To załatwia sprawę i odwleka ją ad calendas graecas. A po nas choćby potop. Jakie to klasyczne!

No i co teraz?
Trzeba najpierw wytoczyć proces o mataczenie i ukrywanie oraz fałszowanie dowodów.
Pod presją wrzasku agentów wpływu i "seryjnego samobójcy". No i pożyteczni idioci są zawsze chętni.

Rozumowanie logiczne?
Wymaga to odwagi?
Jaki to dowód?
Śpij spokojnie. ORMO czuwa. Więc LEPIEJ ŚPIJ.

sobota, 25 maja 2013

Urodziny Radia Wnet - czyli nienapisany reportaż z imprezki w podziemiu

25 maja br, Urodziny Radia Wnet...

Bardzo wnetowy się ostatnio zrobiłem. Góra zaległych lektur. Plik nieskończonych wpisów, a ja chodzę po imprezach i byczę się.

Udzielam się towarzysko, kupuję następne książki, których potem nie mam czasu czytać. To już sygnał alarmowy?
Zobaczymy.Ale urodziny pyszne.

Skojarzenie z "Seksmisją". A dlaczego?

Powiedziałem.*  To pomysł na pointę reportażu był, ale reportażu nie ma.  Może kiedyś będą następne urodziny. To są zapiski pro memoria.

Kupiłem na urodzinach urodzinową płytę Ryszarda Makowskiego. "Radio, robimy radio!" 

Nie jestem takim zawziętym wielbicielem jego twórczości, ale to bratnia dusza i było tam kilka dobrych piosenek.

"Blues, który wie", ze względu na moją słabość do tej formy muzycznej i ... wspomnienie z dwóch meczów piłki nożnej. Z Rosją i Związkiem Z(d)radzieckim.

To chyba uruchomi (kiedyś) mój odrzucony przez "redakcję" tego bloga wpis o Euro.
Bo Euro przeminęło. Ale problem z "wpisu o meczu ze wspominaniem", dzięki panu Ryszardowi okazał się jakoś wcale nie taki mój, osobisty.
Liczymy się, staruszkowie o pewnej wrażliwości!

----------------------------------------------------------------
* Czułem się, jak w tych podziemiach, do których Łukaszewicz i Stuhr zjechali zsypem na śmieci. Gdzie grano jazz. I wszyscy bawili się świetnie. 
Brakowało tylko lotnych brygad Raju Kobiet, gdzie obowiązywała słynna doktryna, że "Kopernik była kobietą".
"Seksmisja" została wymyślona przez artystów.
Z optymistycznym zakończeniem.

Wtedy się śmiałem. Teraz śmiech mi zamiera na ustach.
Ale co wyrosło z tych dzieci - podrzutków, urodzonych "in vitro" z Łukasiewicza i Stuhra? Czy to nasi okupanci, czy to ci jazzmeni i śpiewacy nowych protest - songów z Konesera?

Diabeł się wziął za wdrażanie w życie Seksmisji? Ale Pan Bóg pokrzyżuje jego plany?

piątek, 24 maja 2013

Poranek Wnet, 24 maja

24 maja br, Poranek Wnet (Witold Michałowski), Agata Christie (Autobiografia), Paweł Jasienica (Tylko o historii), jeszcze ktoś.

Rocznica śmierci Mikołaja Kopernika.

Egzemplifikacja procesu, który opisuję od kilku dni, wyłuskując z rożnych mediów "dobre" wiadomości. 

Dzień bez "dobrej" wiadomości jest dniem straconym. Niejaki Goryszewski (wówczas w randze wicepremiera) zawarł 20 lat temu umowę z Gazpromem, rezygnując z zapłaty tranzytowej. Polska traci na tym półtora miliarda dolarów rocznie.
Gaz dla Polski jest najdroższy na świecie. To nie jest metafora. Suchy fakt. Zasługa niejakiego Pawlaka (PSL).
Nie ma gazoportu w Szczecinie. Nie mamy terminalu na gaz skroplony w Gdańsku. Nie mamy gazyfikacji węgla. Węgla też nie wydobywamy za dużo. A byliśmy potęgą. Nie mamy geotermii (pionierem tej technologii jest Polak). 
Jamal jest skorodowany i grozi eksplozją.

Nie mamy łupków. Firmy wychodzą z Polski. Nie wiedzą, co tu się dzieje, o co chodzi polskiemu rządowi. (to już redaktor Tomasz Sakiewicz w programie "Bliżej", wczoraj wieczorem).

No właśnie, o co chodzi?
Przeprowadzają nam kontrolowany demontaż państwa. Jesteśmy świadkami historii.
Jak przetrwa ten  "koniec historii" ten blog?

Niemcy mają o wiele tańszy gaz. Kto ma tańsze nawozy sztuczne? Kto wygrywa konkurencję na rynku nawozów sztucznych? Hej lemingu! Śpij spokojnie, ormo czuwa!

Pan Witold Michałowski rozgadał się, rozmarzył i zaczął opowiadać o Polakach, którzy budowali sto lat temu rurociągi w Rosji. Pionierzy.
Tak, ucieknijmy do historycznych lektur.

Nie dajmy się zwariować. Bo można zwariować. Za oknem deszcz, zimno, ....cisza. 
     - A to - "wszystko" ?
     -To chyba jakiś upiorny sen?

----------------------------------------------------
Przeczytajmy kawałek autobiografii najsłynniejszego wirtuoza detektywistycznej powieści. Conan Doyle jednak chyba niżej. Prawda?

Pani Joanna Chmielewska wyraźnie się zapatrzyła, bo autografię też wydała.
Wydanie sprzed dekady. Antykwariat na Narodowym, Targi Książki na koronie. Jarmark Europy nie codziennie, od czasu do czasu. Murawy nie ma. Jest beton.

Mnie zafascynowała reprymenda matki małej Agaty, jakiej udzieliła odwiedzającemu rodzinę Christie' ch dziecku., Wygłosiło ono mianowicie urągającą dobremu wychowaniu kwestię:

     - Och, ty jesteś tylko służącą!

Przywykłem do obyczajów panujących na portalach i forach internetowych. Czasami jednak coś mnie zadziwi. Bo okazuje się, że granicy chamstwa i bluzgu, złośliwości i kalumni nie można określić.

Dlatego takie staromodne tyrady wzruszają mnie i umacniają.

Oto interwencja wychowawcza, która powinna być wykładana na kursach dla tych, co "są tego warci".
  - Nie chcę więcej słyszeć, że mówisz w taki sposób do służących. Służących trzeba traktować z najwyższą uprzejmością. Wykonują prace wymagające odpowiednich kwalifikacji, których ty bez długiej nauki na pewno zrobić nie potrafisz. (Nawet, jak pracujesz w międzynarodowej korporacji i zwracasz się do pracownika garażu przyp. KR)
I pamiętaj, że oni nie mogą odpowiedzieć niegrzecznie. Musisz zawsze traktować uprzejmie tych, którym pozycja zabrania odnosić się do ciebie niegrzecznie.
Jeśli jesteś nieuprzejma, oni będą tobą gardzić, i słusznie, ponieważ nie zachowujesz się, jak dama.
----------------------------------------------------------
I jeszcze cytat z Jasienicy. Ale później....

środa, 22 maja 2013

Z głowy

22 maja br, z głowy.

A propos - "z głowy".

Mieliśmy takiego profesora na Politechnice Warszawskiej, od przedmiotu Części Maszyn.  Nie znałem go osobiście, bo pracował na Wydziale Lotniczym. Ale jego książka była obowiązkową lekturą i korzystałem z niej. Miał charakterystyczny głos człowieka, chorego na polip w nosie, dlatego łatwo go było parodiować.

Był postrachem studentów na kreślarni, gdy zbliżał się termin oddania projektów.
Podchodził do deski takiego delikwenta, oglądał z obrzydzeniem jego rysunek techniczny, wynajdywał kardynalne błędy i grubym ołówkiem, który trudno było wytrzeć gumką, zaznaczał te błędy na wypracowanym w pocie czoła, podczas wielogodzinnych sesji, arkuszu bristolu z projektem.

    Skąd pan to wszystko rysował? (parodiował później kolega-świadek nierzadkiego rytuału)
   Z głowy, panie profesorze.
   To może pan spodnie na głowę założyć... (tu znów dwa palce zatykające nos parodiującego kolegi)

Wczoraj oglądałem zaległy materiał ze strony Telewizja Republika.
To już gwóźdź do trumny. Nie jakieś oszołomy w rodzaju Targalskiego, ani faszyści, jak Cejrowski. Albo pisowscy dziennikarze, nie mający zdolności honorowej, by pracować na stanowisku naczelnego Trójki. (Lepsza Jethon, która sprowadziła Trójkę do poziomu TOK - FM  z większą ilością muzyki.)

Naukowiec o uznanej sławie międzynarodowej, której książki wydają Amerykanie, Niemcy, Japończycy, Australijczycy.

Profesor Jadwiga Staniszkis. Zapamiętałem ją z tego, że szybko się jej pozbyto z grona doradców Komitetu Strajkowego Stoczni Gdańskiej w 80-tym roku. Dzisiaj lepiej rozumiem, dlaczego.

Jej diagnoza "powściągliwa", naukowa, pełna trudnych pojęć, w tym ulubionego słówka "sieciowe", ale o wiele bardziej przerażająca.
Nie będę cytował. Wywiad ciągle dostępny na stronach TV Republika.

     Tu nie chodzi o niepodległość. Tu w ogóle znika Polska. Żadnej woli jakiegokolwiek wpływu na     wypadki. Płynięcie z głównym nurtem. Strach środowiska. Po tym, co się stało z Musiem i Petelickim? Chyba zrozumiałe. I całkowita abdykacja zwykłych Polaków. Moja chata z kraja. Ja? Aby przetrwać. Nie, tak to nie działa i nie będzie działać. Tak nie przetrwamy.

Mniej więcej taka wymowa.

Groza.
Profesor Łysakowski już nie żyje. Był przedwojennym perfekcjonistą. Nie peerelowskim, tylko przedwojennym profesorem Politechniki Warszawskiej. Niedorżniętym przedwojennym inteligentem.

Niedorżnięty. Takie słowo. Znacie? To kalka z rosyjskiego.
Niedorżnięty burżuj.

Słyszałem w rosyjskim oryginale. Taki żarcik.
Trochę skóra cierpła.
Ale nigdy nie podejrzewałem, że nie będą nas dorzynać, tylko nas uśpią. Po ścięciu głowy.
Co by teraz powiedział o naszych Umiłowanych Przywódcach? A co o Śpiącym (po balandze) Narodzie pozbawionym głowy?
Czy jego "surowy" wyrok nie byłby zbyt dobroduszny?

wtorek, 21 maja 2013

Rozmowa dwóch redaktorów

21 maja br, Rozmowa dwóch redaktorów Radia Wnet w Poranku (przed 8-mą)

To dwóch moich imienników, bo ja, tak naprawdę, jestem KWR a nie tylko KR.

Wojciech Cejrowski: Ja czytam (przeglądam) tylko Gazetę Polską. Na więcej nie mam  siły.
Krzysztof Skowroński: A te dwa tygodniki? (o które mu chodziło, koteczku? przyp.KWR)
WC: Szczerze? Nie chce mi się tego czytać. Tam się opisuje tę degrengoladę (wiesz o czym  mowa, koteczku? No dobra, to już ostatni raz, z tym koteczkiem, non esageriamo...~przyp.KR)
Ale ja to wszystko już wiem, to są szczegóły. Interesuje mnie, co trzeba zrobić. Moim zdaniem, zmian i poprawek jest tak wiele, że nie damy rady. Trzeba wyciągnąć wtyczkę z komputera i zrobić reset systemu.
Koniec cytatu z pamięci.

To chyba dobre podsumowanie wypowiedzi Targalskiego i Zybertowicza? (patrz zapiski niżej)
Mało kto się z tym zgodzi.

A ja nie to, że się zgadzam. Ja byłem pierwszy. Budowanie państwa na kontynuacji komunistycznego molocha, z tymi samymi ludźmi zawsze mi się wydawało jakimś ponurym żartem.

Nie chodzi oczywiście o "postsowieckiego człowieka", którego wynalazł wielebny Ks. Filozof - Dramaturg w swojej bacówce. Pewnie, że takiego człowieka trzeba wychować na porządnego obywatela. Ale KTO ma to robić?

Tak zwane elyty, człowieki honoru, sędziowie i prokuratorzy na posyłki u tych pierwszych, profesorowie akademii pierwszomajowych i kapusie przedstawiane, jako ofiary? A może magistry* bez dyplomu i rycerze z miękką d.. ale za to z miedzianym czołem?

Na ich miejsce znalazło by się trochę normalnych, prawdziwych ludzi i Polaków. Tak! Prawdziwych Polaków!  Jak by nam nie obrzydzano ten brzydko pachnący termin!

Ale co z TYMI zrobić?
Nie chodzi o ich wieszanie, (chociaż nie zawadziło by paru, dla przykładu, powiesić, przynajmniej co dziesiątego mordercę i pomagiera morderców).

Ale żeby się tak nie panoszyli, tak nie puszyli! A byli przez pewien czas trochę onieśmieleni i niektórzy latali nawet do Częstochowy.
Szybko zrozumieli, że
            wszystko gra, pozamiatane.

I ponieważ nie mają wstydu ani honoru za GROSZ ( nie ten biały, czyli srebrny grosz śląski, za który można było dostać mendel jaj, tylko ten dzisiejszy, o który subiekt w sklepie się nie upomni) powinno się im przemówić do ich zajęczej odwagi i tak tupnąć, żeby chodzili pod ścianami, a nie środkiem chodnika.

Ja tam im z serca wybaczam i liczę na Boską sprawiedliwość, nie wykluczając Miłosierdzia. Ale młodzież? To zgorszenie!

Wybraliśmy przyszłość i dlatego tkwimy w okowach nie - dumnej, świetlanej przeszłości, tylko po szyję w bagnie, jakie wyprodukowała bolszewicka swołocz.
Postulatu WC nie da się zrealizować. Pokojowo.
Prawdopodobnie rzeczy będą się posuwały dalej w tym samym kierunku.
Aż naród znów się obudzi. I lawa popłynie. Brrr. Nie tęsknię do tego...

---------------------------------------------------------
* Ciekawostka: "człowieki" - podkreśla mi na czerwono, ale "magistry" - już nie. To już nie słowo - obelga, tylko - feministyczna zdobycz!

poniedziałek, 20 maja 2013

Profesor Zybertowicz - wykład

20 maja br, rozmowa z prof.A.Zybertowiczem, Radio Wnet, około 8-mej rano

Dalsza część tej samej opowieści o rosnących wpływach lobby rosyjskiego we współczesnej Polsce. 
Tym razem teza "naukowa", nie - polityczna, którą formułował J.Targalski (notka z 15-tego maja).

Państwo Polskie osłabło do tego stopnia, że urzędnicy nie mają motywacji, żeby opierać się presji tego lobby. I "ono" zaczyna działać coraz bardziej bezczelnie.

Wywierane są, coraz bardziej bez osłonek naciski na parlamentarzystów, na ministrów, na niższych urzędników. A wszyscy oni widzą, że "ci na górze" już odpuścili.
Do kogo się odwołać, w przypadku bezczelnych nacisków, a może nawet gróźb i szantażu?

Niektórzy dziennikarze z TVP Info (nie wiem, którzy, słabo oglądam, ale przesłuchy mam przyp.KR) nie krępują się reprezentować rosyjski punkt widzenia, jako swój. 
Może to agenci wpływu? Bo chyba nie idioci?

A kontrwywiad jest słaby i dziurawy, jak sito.
Okazuje się, dopowiada rozmówczyni profesora, K.Adamiak-Sroczyńska, że minister Budzianowski poleciał nie za zły nadzór nad spółkami skarbu państwa, tylko wręcz przeciwnie, za zbyt silny opór przeciw dążeniom Rosjan do przejęcia Azotów.

Mój komentarz

Zgroza.

Kiedy to się zaczęło?
Katastrofa Smoleńska - to początek przyśpieszenia obezwładnienia Państwa Polskiego?
Niewątpliwie.

Ale sygnałem alarmowym było zakończenie Afery Olina i koniec Życia Z Kropką oraz degrengolada redaktora Wołka.

Następny gwóźdź do trumny polskiego Państwa to losy dzielnych oficerów wywiadu pod wodzą Mariana "Polskiego Bonda" Zacharskiego.

Bond miał bezwarunkowe wsparcie państwa i jego zbrojnego, cichego ramienia.
Zacharski musiał wyjechać i teraz służy swoim talentem wywiadowczym jakiemuś innemu państwu.

Wreszcie odwojowanie Państwa z rąk pisiorów, z czyszczeniem równo z gołą ziemią, przy rechoczącej aprobacie agentów wpływu i pożytecznych idiotów dokonało reszty.

To był początek końca. 
Dzisiaj, (o ironio!), nawet Bondaryk i Budzianowski okazują się za bardzo niepodległościowi.
Czy koniec końców jest bliski i nieodwracalny?