wtorek, 9 lipca 2013

Awantura na Facebook'u, czyli emocje biorą górę nad rzeczowością :)

9 lipca, awantura na Facebook'u, czyli emocje biorą górę nad rzeczowością :)

Starłem się ostatnio na face'ie z pewną znakomitością.
Pierwsza korzyść już jest. Liczba odsłon na moim blogu gwałtownie wzrosła. Dziękuję, Panie Znakomitość!
"Starłem się" - oznacza, że facet zrobił mi swoją ostrą, jak brzytwa szpadą, kółko na czole, a na tyłku  wyciął mi znak Zorro, tak, że pupa prześwituje. Widziałem w lustrze, słowo honoru! Wyglądam teraz, jak sierżant Garcia, tylko z mniejszym brzuchem.

Zaszczyt starcia zawdzięczam Czcigodnej Gospodyni salonu.
Prowadzi go pewna moja miła, zacna i mądra znajoma. Pan Znakomitość podkreślił kilka razy, że robi to tylko z szacunku do niej. 
Inaczej pewnie przeszedł by przeze mnie, jak przez powietrze.

Przypomniało mi się parę starych filmów o jeszcze starszych czasach. I pięknych animatorkach kultury, które przyjmowały ludzi ciekawych i wybitnych a także jakichś fajtłapów, z litości, a także w nadziei, że "coś w nich jest" i czasem powiedzą coś ciekawego. Bo ludzie wybitni, zostawieni sami sobie, w końcu też będą "o tym samym" i zaczną przynudzać.

Ludzie ciekawi mieli wówczas motywację, żeby prezentować swoje pawie ogony przed śliczną i umiejącą słuchać gospodynią a gdy jakiś filip z konopi się wyrwał, jej autorytet i takt zapobiegał najgorszemu.

No i proszę! Mnie się to przytrafiło!

O co poszło?
"To długa historia".
Krótko, czy długo? 
A no tak. Znów się głupio pytam.

No to w punktach, może mi się uda?

1. Uwagi tradsów

Najpierw czereda tradsów robiła idiotyczne uwagi o Rekolekcjach na Stadionie Narodowym, prowadzonych przez ojca Johna Bashobory w obecności 
ordynariusza miejsca, arcybiskupa Henryka Hosera.

Czcigodna Gospodyni napisała na ten rozsądną relację.

Uwagi tradsów - przykłady
- zaniepokojone pytania o post eucharystyczny uczestników - to wersja light.

- Hard? Pogardliwe  - "litości" - w znaczeniu - "taki piknik na Stadionie! Co to ma być?", 

- "Rozsądne"? - linki do rozważań - spekulacji jakiejś zawziętej siostry zakonnej, która "wątpi, ma obawy" itp.

Jednym słowem,  z jednej strony - wydarzenie, może nie epokowe, ale radosne i optymistyczne,  BOŻE zgromadzenie. 

Z drugiej? "Oni",  "prawicowi", "nasi", "bywalcy pewnego salonu". 
Uwagi - jak hejterów z onetu. W lepszej formie, bo bez obelg. Ę i ą. Jak kiedyś na Frondzie. Brrr.
Ten sam styl. Ta sama atmosfera wydziwiania. Jak jakaś straszna, zakaźna choroba naszych czasów.
Nie potrafią zepsuć "nam".  Do końca nie, ale trochę  - tak.  

Ale sobie na pewno. "Oni" tak mają. 
"Katolicy teoretyczni".  Faryzeizm z dłuuuugą Tradycją.

Co ja tu wygaduję? 
Emocje? Nie na miejscu?
Czyżby?
To proszę mi uzasadnić, żebym się nie denerwował!

2. Bezowocne moderowanie Gospodyni

Gospodyni z godną podziwu flegmą tłumaczy to wszystko, jak dzieciom.
Ja, fakt, tyle cierpliwości nie mam. Nóż mi się otwiera w kieszeni.
Aaa tam! Po prostu - chole.a mnie bierze. To tylko notatnik. W regularnym wpisie bym tak nie napisał.

3. Zjawia się Pan Znakomitość. Wyważony, konkretny komentarz

Nie zauważa atmosfery psucia, znanej mi z niektórych żałosnych dyskusji, ile diabłów katolickiej moderny posoborowej zmieści się na łebku od szpilki.
Robi dość banalną uwagę, jednym palcem na smatfonie, w windzie.
Cytuję in extenso:
"Wydaje mi się, że na czas Mszy można było zamknąć stoiska z kiełbaskami itp"
Właściwie uwaga słuszna, niewinna i konkretna. Budzi podziw wstrzemięźliwością, flegmą i rzeczowością. Na tle tego głupiego acz eleganckiego trollowania - ewerest. Daję like'a.

4. Co jest na dnie? (patrz - "Pani Twardowska")

Ale jednak coś mnie nurtuje.
Bo po zastanowieniu, jest tu jakiś fałsz. Znakomitość daje wsparcie, (nieświadomie?) tradsowskim trollom. Dodatkowy argument. Rzeczowy. Rozstrzygający?

A kontekst? Nie widzi tego? On?
Próbuję odpowiedzieć w sposób wyważony, ale chyba ten diabeł z dna diabeł mnie podkusił, żeby trochę go zaczepić.
Bo "ma rację", ale "nie do końca".
Oto mój komentarz. "Żartobliwy, z nutką ironii".
To jest klasa komentarza. Zamiast "litości" - coś konstruktywnego.Za rok proszę przypilnować. W końcu ma Pan jakieś wpływy na bary z kiełbaskami?
No właśnie. Ostatnie zdanie było jednak ryzykowne. Nutka ironii może być odczuta "na granicy zażenowania."

Potem już poszło.

5. Koniec żałosny.

Mimo mitygującej postawy Gospodyni, która anielską dobrocią zaskarbiła sobie moje względy na zawsze, zostałem starty w proch.
Nie wymagajcie ode mnie cytatów. Nie jestem masochistą. Sami sobie prześledźcie!

Tym niemniej, moim  - "prostego człowieka" - zdaniem,  Znakomitość wzięła, koniec końców, stronę "faryzeuszy". I przyjęła pełną wyższości postawę pouczania, jak myć ręce przed jedzeniem.

6. Doświadczenie. 

Moje, moje.
Flegma i wstrzemięźliwość mają swoje granice. Znakomitość może też wyjść z nerw. I "rzeczowo" zrobić dziurę na tyłku. Baaa.
Ale, ale - wtedy żadne "tradsowskie przepisy mycia rąk po powrocie z miasta" nie pomagają. 

Emocje decydują!

PS

7. Eppur si muove...

 Już z bezpiecznej odległości, sierżant Garcia się odwinie:
Jak się jest takim akuratnym w sprawie "mycia rąk" - to się powinno napisać:
"podczas Mszy Św."
Palec się ze smartfona omsknął? Aaaa?

wtorek, 2 lipca 2013

Glossa do tekstu "Pojednanie Polaków i Ukraińców"

2 lipca, Gazeta Polska Codziennie.

Glossa do tekstu "Pojednanie Polaków i Ukraińców" oraz do komentarza Dżeffa

Motto: Czy możesz wypowiadać się o sprawach, o których sam przyznajesz, że nie masz pojęcia? Czy to uczciwe?
Dżeff, mój ukraiński przyjaciel i brat w wierze katolickiej.

Muszę o tym pomyśleć. Czy mam prawo? Muszę się doinformować.
A wiadomości w "sprawie wołyńskiej" nadchodzą coraz gorsze. Fakty!

Np. Andrej B. napisał na portalu Niezależna.pl coś w rodzaju listu do swoich rodaków - Ukraińców (cytat za GPC)

Cel mieliście jeden. Mordować. Był już luty 1945 r. Polacy przygotowywali się do wyjazdów do Polski, a mimo to mordy trwały. Potrafiliście napadać na pociągi, które oczekiwały zezwolenia na wyjazd. To było coś więcej niż chęć oczyszczenia ziemi ukraińskiej z ludności polskiej. To było zwykle zabijanie. Wśród mordowanych były rodziny mieszane polsko-ukraińskie. Nie było litości nawet dla nas. Z jeszcze większą zawziętością próbowaliście ustalić, kto jest pochodzenia ukraińskiego, aby "pożegnać",  a raczej zabić. (...)

Dżeff wytyka mi, że "nie mam pojęcia". No to zwracam uwagę na takie świadectwa. To wprawdzie tylko anonimowa relacja. Może to polski agent wpływu? 
No i ta wzbudzona przez Dżeffa wątpliwość: Dlaczego Kresowiacy tak się uwzięli na swoich ukraińskich Braci?
Kłamią? Uprawiają czarna propagandę? Grają trupami?

100 tys. czy 60 a może 12 tys, w tym większość to żołnierze AK, jak twierdzi pewien Ukrainiec na rp.pl?
A po stronie Ukraińskiej 2 tys. czy więcej? Czy te mordy po obu stronach miały zasadniczo ten sam charakter i właściwie nie ma o czym mówić, trzeba się po prostu jednać? Wybierzmy przyszłość?

Zanim będę kontynuował dyskusję, muszę się doinformować. Tylko nie jestem pewien, czy informacje, które dodatkowo uzyskam, zmienią moją optykę. 

Co do odrazy wobec wobec ludzi, którzy zaplanowali, wydali rozkazy i dopilnowali, żeby dziesiątki tysięcy niewinnych Kresowiaków zostało w okrutny sposób zabite, mam nadzieję, że ją z Dżeffem podzielamy. On ją odczuwa z wielkim bólem dodatkowym. Bo zbrodnia brata rodzonego boli bardziej, niż zbrodnia brata ciotecznego.

Poczekam również na obiecany "poważny" tekst Dżeffa.
Mam nadzieję, że będzie to tekst dla takich, jak ja. Słabo poinformowanych o racjach Ukraińców, które doprowadziły ich na skraj piekła.
W każdym razie, słabo poinformowanych z ukraińskiego punktu widzenia. 
Bo "coś" wiem. Jestem średnio oczytany. Mickiewicz, Zdziechowski, Mackiewicz, Jasienica, Miłosz, Konwicki, Sienkiewicz, Rymkiewicz. Też mieli serce dla Ukraińców. Ale to byli Polacy.

Mam nadzieję usłyszeć też o słusznych pretensjach Ukraińców do Polaków.
Które wszakże NIE USPRAWIEDLIWIAJĄ ludobójstwa.
Tu też, jak mniemam, zgadzamy się z Dżeffem, nawet spierając się, czy to było AŻ ludobójstwo.
Ciekaw jestem również, jak się Dżeff odniesie do moich wątpliwości, żeby budować narodowy mit ukraiński wokół organizacji, która popełniła taka zbrodnię?

"Czy to uczciwe"?
A może najpierw trzeba by potępić oficjalnie tę "gorszą połowę" UPA i jej dowódców? 
Odnieść się do piłatowego umycia rąk przez tę "lepszą połowę" (bo to groziło rozpadem armii!)?

Tak, tego nie wiedziałem. Dowódcy UPA, "ci lepsi", stali przed szatańskimi dylematami.
Jak je rozwiązali?
Bo Dżeff pisze tak, że mimo najlepszych chęci, czasem gubi się dystans do zbrodni i zbrodniczych zaniechań. Czy to tylko wyjaśnianie przyczyn, czy też jednocześnie bagatelizowanie skutków i rozgrzeszanie?
Pamiętajmy bowiem. To jest dyskurs o POJEDNANIU, nie o racjach Ukraińców.
Zbrodniarz też ma swoje racje. Na przykład zamordowany (albo jego dziadek/ojciec/matka/brat) był złodziejem, krzywdzicielem a nawet polskim nacjonalistą (osadnikiem wojskowym).
Tłumacząc "ukraińskie racje" łatwo można wpaść w dwuznaczność i osiągnąć skutek przeciwny do zamierzonego. Zacząć usprawiedliwiać zbrodniarzy.
Jeśli chodzi o mnie, ja wiem i pamiętam, z kim dyskutuję. Ale nie wszyscy Jego adwersarze są w tej samej sytuacji. 

Drogi Bracie,
Czekam, wyrażając solidarność z Twoim bólem. I wyznając, że podzielam go zapewne w niewystarczającym stopniu, ponieważ moi "bracia rodzeni" nie otrzymali dotąd wystarczającego zadośćuczynienia.
Niech Bóg będzie z Tobą.
Kris

niedziela, 30 czerwca 2013

Telewizja na iPhonie

30 czerwca, telewizja R. na iphonie.

Strasznie mi przerywa nawet, jak Speedtest mi pokazuje 20MB. No i ile można oglądać gadające głowy, które przekonują przekonanego?
Można, pod warunkiem, że Wildstein dyskutuje z profesorami i doktorami.
Jest lepszy, niż z czasów, kiedy jeszcze go wpuszczali do TVP. Tamta audycja miała za dużo bajerów i się rozjeżdżała.
Teraz - dyskusja ludzi kulturalnych, kompetentnych, ,dla mnie zupełnie nieznanych - to odkrycie i prawie uczta. Żeby nie przechwalić.
Antoni Libera - ten od "Madame" błysnął oczytaniem filozofów. Ja muszę doczytać.
Pani profesor Agnieszka Nogal i pan dr Mateusz Werner
O komunizmie, Baumanie i Polsce. Świetne. Jak opublikują jeszcze raz na portalu - polecam!

Streszczenie dyskusji - w mojej interpretacji. Nieautoryzowane, przefiltrowane przez Krisa - Lisa.
Werner: Bauman nie rozliczył się ze swojej komunistycznej, kabewiackiej i informacyjno-wojskowej przeszłości. A nie siedział bynajmniej, wbrew swoim wyjaśnieniom, tylko za biurkiem.

Heidegger "tylko" był członkiem NSDAP, rektorem, zachowywał się wówczas "stosunkowo przyzwoicie",

Mój komentarz:
Dużo bardziej niż większość polskich rektorów wyższych uczelni w komunie. A miał (i ma) wielkie trudności po wojnie. I chyba do końca nie dopuszczono go do nauczania studentów.
Bauman robi zaś za autorytet moralny, koryfeusza i dumę polskiej nauki, fetowanego na Kongresie Nauki Polskiej. Teraz zaś organizują mu jakiś cyrk objazdowy z wykładami po Polsce. Horror!

Nogal: Komunizmu nie potępiono na Zachodzie, gdzie cała masa lewicowych intelektualistów uważa, że po prostu miały miejsce "wypaczenia".
W Polsce nie ma poważnych kontestatorów krytyki komunizmu.

(KR: Ufff. Oni są chyba na etapie wczesnego Gomułki, ci zachodni idioto-intelektualiści. Ostatnio w innym programie TR Piotr Dmitrowicz (PD) opowiadał, jak wyglądała rozmowa z pewnym zachodnim "intelektualistą" ZI:

ZI: Wy za mało pomagaliście Żydom i za mało przeciwdziałaliście Holocastowi!
PD: A co, pana zadaniem, powinniśmy byli zrobić?
ZI: Jakieś strajki, demonstracje...

Na takie dictum ręce nie opadają, tylko nabierają siły zdolnej do chwycenia faceta za kołnierz i wykopania go z domu albo nawet z każdego polskiego lokalu. Niechby potem opowiadał, jacy to w Polsce "antysemici". Bo potem może by się okazało, że to Żyd...

Zidiociali Zachodni Intelektualiści. Rządzą Europą. A Niemiaszki tylko ręce zacierają i uprawiają teraz RECYDYWĘ antypolskiej propagandy. Czy to przyniesie coś dobrego?

Ale oddajmy głos pani profesor Nogal:
Natomiast trzeba sobie uświadomić, że "idee mają konsekwencje". I czy idee, które głosił Bauman wówczas i z których się do dzisiaj nie rozliczył, mają konsekwencje w jego działalności dzisiaj.

Libera:
(podejmuje się uzasadnienia tezy, że idee Baumana z tamtych czasów mają kontynuację dzisiaj. Szkoda, że tego nie robi. Nie przygotował się do rozmowy.)

wtorek, 25 czerwca 2013

Notatka o Opolu i amfiteatrze

25 czerwca, nie będzie już nic o goebbelsiątkach

Zapiski, dla wywołania ewentualnie dyskusji naprostowującej. 

1) Napisałem szkic wpisu o Festiwalu w Opolu. 

Podobała mi się Joanna Moro, która mnie ujęła rolą o Annie German.

Ale ponieważ widziałem tylko kątem oka, więc się wstrzymałem i ...Feussette ją zmasakrował. Zostawił ją jednak przy życiu. I to jest punkt wyjścia. Reszta się zgadza. Opole - żałość pomieszana w przebłyskami dawnej świetności. Ale dłonie z V w amfiteatrze? Pomału zaczynam rozumieć kontestatorów patosu. Totalnych. Ja nigdy nie będę totalnym. Ale III RP staje się takim kołtunem trendów - trendy i tendencji, że chyba przejdę na prawdziwą emigrację wewnętrzną.

To znaczy zajmę się znów tym, "czym powinienem".
Lektury ponadczasowe, pisanina "piękna i medytacyjna" (albo naukawa - po specjalności). Zero polityki. Myszki są białe. A mrówki czerwone. I mają diademy faraonów na główkach.

Żeby nie być gołosłownym: "ponadczasowo".

2) Czytam ja sobie jakąś pozycję IBL o "spornych" pisarzach.

Borowski, Konwicki, Andrzejewski. Itp.
Skąd ja to mam? Może córki, która kończyła polonistykę? Nie pamiętam. 1994 rok. Cena 67000 zł.
Wtedy byłem milionerem. Nie multi, ale zawsze.

Niby już III RP ale jakaś inna. Pisze się spokojnie, sine ira.  
Opowiada się takiemu imbecylowi, jak ja, co pisarze PISZĄ. I dlaczego. Jaką mają filozofię, jakie założenia, jakie doświadczenia. Dokąd zdążają. Antropologia literacka.
I to mi coś mówi. Nawet coś wykorzystam. 67 tys. warto było wydać. Nawet jak córki - to z mojego budżetu. Wartość, jak dla mnie użytkowa!

Większość nazwisk krytyków niewiele mi mówi. Horubała wtedy chyba do szkoły chodził. Ale nie doczytał. Wagary, czy Derrida? Bauman chyba nie? W końcu H. - prawicowiec!
Bo oni nie piszą, - czego ci - mistrzowie pióra - nie piszą.*  Bo to, jednak wyższa półka - niż krytycy. Z całym szacunkiem dla krytyków.

3) A ten bystrzak Horubała?

 Znów się przyczepił, jak rzep do Rymkiewicza, ale zajmował się głównie tym, czego Rymkiewicz nie napisał. Szef jego, czy co?
Chce mu podwyższyć sprzedaż, bo ma receptę na słuszniejszą a jednocześnie bardziej rynkową formułę pisarską? O nie, ę i ą. On jest uczciwszy i bardziej oczytany! Mądrzejszy.

Ups. I to ma być postawa medytacyjna? A niech to licho.
Muszę ćwiczyć. Droga na pustynię jest żmudna....

* ściśle mówiąc - piszą o czym oni milczą. Ale to co innego. To chyba jasne?


poniedziałek, 24 czerwca 2013

Nowa osobowość radiowa K A-S

24 czerwca, Radio Wnet. Wywiad z Ewą Stankiewicz przeprowadzony przez Katarzynę Adamiak-Sroczyńską.

Po pierwsze muszę odnotować objawienie się dojrzałej, inteligentnej i mądrej dziennikarki radiowej.
Długo nie byłem przekonany, głównie z uwagi na "radiowe usterki" w artykulacji, które mnie osobiście zakłócały odbiór. Może też trema?
Wytrwała praca nad sobą i solidne podstawy: formacja, wykształcenie, pracowitość i ... powyższe zalety dały nam osobowość radiową. 

Krzysztof Skowroński znów miał nosa. Czego się tknie, to mu wychodzi.A to radio założy z niczego i nawet Unia mu dosypie, a to spółdzielnię medialną, albo ogrodniczą, a to gazetę. 
Na prezesa SDP już go wybrali. Poranki sobie prowadzi a ja nie mogę się doczekać. No i w końcu zakochałem się w Kasi. Jego "radiowej córce".
Co za człowiek!

A dlaczego "oni" dają ostatnio samych nieudaczników, którzy nawet piasku na pustyni nie umieliby wykopać?
"Dają" albo "rzucają". Rzucili go na kulturę. Dali do transportu. Posadzili na stołku premiera, prezydenta. Nie tylko u nas. Tego Bambo też w końcu Jankesom wmówili, kiedy ci się utuczyli na śmieciowym jedzeniu. W ramach zmiany.

My sobie sami wybieramy?
Bidule! Dajemy sobie wperswadować  przez przemysł masowej perswazji i ukierunkowanej pogardy. Ćwoka, co ręce ma do siebie i nawet zegarka ani kiecki dla żony nie kupi za swoje.
Wałęsa pił szampana w naszym umieniu. Ale to było z wielkiej radości, kiedy Rycerz Wolności dopiero się przepoczwarzał w Lecha Dyzmowicza Wa... chowskiego kapcia.

Ewa Stankiewicz mówi prosto: zdrajcy! I żałuje, że ceną za heroiczną prawdomówność jest utrata swoistej anonimowości dokumentalisty. Utrata lub co najmniej znacznie utrudnienie wykonywania zawodu.
Opowiada, jaka to trudna praca.
Jak trudno uśmiechać się do Maleszki i trzymać nerwy na wodzy. (Żeby mu nie plunąć w twarz przyp KR). Dokumentalista - człowiek, który obserwuje a nie ocenia. To jego dzieło oceni swój obiekt.

A my? My jesteśmy obezwładnieni pavulonem. Nic nas nie rusza. Kiedy pavulon przestanie działać?
Pani Ewa pyta! No kiedy?!

czwartek, 20 czerwca 2013

Taktyka męża przyłapanego na zdradzie

20 czerwca, Radio Wnet. a wczoraj? Neo-goebbelsowski gniot w Telewizji Publicznej - produkcja ZDF. 
Film. "Nasze (czyli ich - Niemiaszków) matki, nasi (czyli ich - Niemiaszków) ojcowie."
Nawet niespotykanie spokojny, kulturalny i powściągliwy redaktor Jan Bogatko, korespondent Radia Wnet  w Niemczech, wyszedł z nerw.

Panie redaktorze, spokój! Jeszcze Pana wydalą z tych Niemiec...No i dał Pan zły przykład. Wzorem Pana, ja także się ośmielę. Oj, pojadę po bandzie! Obok, na blogu. Tutaj wyciąłem, bo za bardzo poniosły mnie emocje.

Wariatkowo, słowo daję, wariatkowo! Jak napisał mi kiedyś mój komentator. JA myślałem, że do mnie pije. Ale nie, pił do moich przeciwników.
A teraz?
Gdzie jesteś, A. ?



Zostawiam tylko moje spekulacje o toku myślenia "pewnych bohaterów" zaplątanych w aferę z wyświetlaniem neo-goebbelsowskich filmów ....i anegdotkę a propos.

Spekulacja.
Ja akurat uważam, że "to bardzo dobrze, że pokazali". Tego było za wiele nawet dla likwidatorów Polski.

"Podsłuchane"

"Panowie, nie tak szybko!" 
Zawołali do słuchawki do swoich "oficerów prowadzących". 
Czy mają nam spalić nasze dacze? My tu jeszcze żyjemy. Dopiero po sutej emeryturze, jak już będziemy dobrze zaopatrzeni i ogrodzeni, z szalupami w garażu, niech sobie nastąpi ten potop.

I anegdotka. 
Czy analogia jest za daleka?
Ba. Ja tak mam. Wszystko mi się kojarzy, jak temu rekrutowi...

Mąż został przyłapany  przez żonę w łóżku, z kochanką. Żona patrzy na jego hańbę wziąwszy się pod boki, ze łzami w oczach i mściwą nienawiścią  w sercu. Bo w to teraz zmieniła się jej ślepa, wierna miłość. 
Jej jedyną pociechą jest, że widzi to na własne oczy i on już nie użyje swoich wykrętów, nie zaprzeczy. Prawda jest jasna.
Kochanka łapie poduszkę, żeby przykryć swoje niewątpliwe wdzięki i wybiega z pokoju. Mąż zaś spokojnie się ubiera, nie reagując na gorzkie wymówki.
Po pewnym czasie zaczyna jakby się budzić.  Kochanie, co ty tu robisz? Siada na fotelu i spogląda na zegarek.   

- Która godzina? Dlaczego tak na mnie patrzysz? Jaka kobieta? Ja?  
- W łóżku? Co ty wygadujesz? Dobrze się czujesz?! 
- Przestań natychmiast, nie przeginaj!

No i ostatnia pociecha żony - ulotniła się, jak w rozważaniach Derridy. No nie, Habermasa. Przedstawiciela wysokiej kultury niemieckojęzycznej.
Co dalej, sąsiedzi?

sobota, 8 czerwca 2013

Zamyślenie


8 czerwca, Wrocław, akademik uniwersytecki

Nic nie czytam, nic nie oglądam, myślę o tym co robić jutro. Niestety po mszy św. będę pracował.
Nie ma Internetu. Ale mam jeszcze trochę bajtów na swojej komórce, słucham Jaromiego.
Bluesowy zaśpiew, błękitny nastrój na żywieckim chmielu, powściągliwy sarkazm. Moje klimaty. Jamno, Dr Śliwka (śliwka też ma kolor bluesowy, prawda?)
Czy Jaromi tylko tak, czy też to wiedział?
Ten facet chwilami daje echo Santany, chwilami ... humor Makowskiego Ryszarda z Pragi.
Ach ci artyści!
Dobrze, że jest Internet. Nie muszę objadać się sieczką z merdiów.

Zamyślenie nad Jeziorem Jamno